Za wykroczenia udokumentowane zdjęciem z fotoradaru odpowiada nie właściciel, lecz ten, kto faktycznie wtedy był za kierownicą. Posiadacz auta powinien więc wskazać osobę, która prowadziła w tym czasie auto. Jeśli tego nie zrobi, popełnia wykroczenie za niewskazanie kierującego. Jeśli nie zgodzi się na przyjęcie mandatu za to przewinienie, zostanie skierowany wniosek do sądu o jego ukaranie.
Zdjęcie z fotoradaru może przysłać Inspekcja Transportu Drogowego (ITD) lub Straż Miejska (SM). ITD kieruje takie sprawy do sądów właściwych ze względu na miejsce zamieszkania posiadacza pojazdu; a SM – do sądów z okręgów, w których mają siedzibę. To powoduje, że jeśli kierowca został sfotografowany przez fotoradar, jadąc na wakacje, to będzie musiał przemierzyć pół Polski, by stanąć przed sądem!
Co ma więc zrobić obwiniony właściciel pojazdu, który – by móc się bronić – zmuszony jest jechać do sądu na drugi koniec kraju? Specjaliści radzą, by w takich przypadkach, ze względu na dużą odległość, zwracać się z prośbą o przekazanie sprawy do sądu w pobliżu jego miejsca zamieszkania. Sądy mogą to zrobić z urzędu, widząc, że sprawa powinna być rozpoznana przez inną jednostkę.
Kłopot polega na tym, że takich spraw jest dużo, rozpoznaje się je masowo, a przez to pobieżnie. Czytając na szybko akta sprawy, które rozpoczynają się od tego, że „w związku z popełnieniem wykroczenia z art. 92a k.w. w miejscowości X”, sądy uznają, że wszystko się zgadza. Tymczasem sprawa dotyczy innego czynu, który jest tylko konsekwencją tego, że samochód został tam sfotografowany przez fotoradar...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz